Subiektywna ocena otoczenia

3. Kto kocha mocniej - kobieta czy mężczyzna?

        Choć lato ma się ku końcowi, wciąż ukazuje się sporo artykułów, reportaży, wywiadów i wypowiedzi - zarówno kobiet jak i mężczyzn - na temat zauroczenia, zawrotu głowy i innych negatywno-pozytywnych objawów tak wysławianego przez poetów uczucia zwanego miłością. I jak to zwykle bywa, kiedy ktoś się zakochuje, ktoś inny odkochuje, wszak natura dąży do równowagi. I wówczas zaczyna się lament, w którym przodują niestety przedstawicielki płci pięknej – „facet to świnia i kanalia” „mężczyźni nie potrafią kochać” „wykorzystał i zostawił” i tym podobne bzdety.

        Drogie Panie – w ronieniu łez jesteście niedoścignione, w inwektywach również. A czy ktokolwiek zadał pytanie „Kto potrafi bardziej kochać? Mężczyzna czy kobieta?” I czy ktokolwiek odpowiedział kiedykolwiek na to pytanie? Czy w ogóle istnieje jakaś gradacja, jakaś skala zaangażowania uczuciowego? Raczej nie, niewątpliwie to sprawa wymykająca się naukom ścisłym, schematom, skalom i podziałkom. Stopnia zakochania nie da się zmierzyć, można natomiast na konkretnych przykładach próbować ocenić stopień zranienia po porzuceniu. I tutaj nie mam dla kobiet dobrych informacji, zdecydowanie gorzej rozpady związków znoszą porzuceni mężczyźni. Nie bez powodu mówi się, że panie są mocniejsze psychicznie, potrafią stanąć na nogi po zawodzie uczuciowym, szybciej dochodzą do siebie po traumie miłosnej. Facet niestety skazany jest z góry na porażkę, całymi miesiącami i latami rozpamiętuje nieudany związek, stacza się na dno i wpada w depresję, choć na zewnątrz nadrabia miną i zgrywa twardziela, po którym spłynęło wszystko jak po kaczce. Kto najczęściej świruje po odrzuceniu miłości? Facet. Kto myśli o definitywnym końcu, a często i dokonuje samounicestwienia? Facet. Kto wystaje pod oknem byłej ukochanej, nachodzi, śledzi, wysyła maile i smsy? Facet. Kto nie może pogodzić się z odejściem obiektu uwielbienia, kto chce podpalić i wysadzić w powietrze cały świat za krzywdę, którą mu wyrządzono? Facet..

        50+ może nie jest do końca obiektywny, bo sam miał momenty w życiu, gdy po równi pochyłej gnał ku autodestrukcji i najchętniej zapomniałby o porażkach. Tyle tylko, że sformatować wspomnień się nie da! Dlatego najlepiej nie wracać do przeszłości, zabetonować wszystko to co było i próbować iść do przodu. Dlatego też 50+ nigdy nie spotka się z D., o której pisał, że niespodziewanie odezwała się po 30 latach...